Przewozy Regionalne po przegranym przetargu straciły na rzecz Arrivy sporą część połączeń w Kujawsko-Pomorskiem. Od miesięcy wiadomo było, że w związku z tym lokalny oddział spółki w Bydgoszczy ograniczy zatrudnienie.
W sierpniu związki zawodowe i kierownictwo PR ustaliły, że pracę zachowa co najmniej 432 spośród ponad 600 kolejarzy. By ratować oddział, marszałek województwa Piotr Całbecki zlecił mu dodatkowe usługi za ponad 13 mln zł. Kolejne 3 mln zł obiecał na pomoc dla zwalnianych.
W ubiegłym tygodniu sytuacja się zmieniła. Zarząd PR odwołał dyrektora bydgoskiego oddziału Waldemara Bachmatiuka i na jego miejsce powołał Ryszarda Cebulskiego. Okazało się, że wcześniejsze ustalenia są już nieaktualne, a w oddziale pracować będą nie 432 osoby, ale 277.
Na konferencji prasowej liderzy kolejowych związków zawodowych zapowiedzieli, że jeśli kierownictwo firmy nie wycofa się z deklaracji, w nocy z 6 na 7 stycznia pociągi PR w Kujawsko-Pomorskiem staną i nie wiadomo, kiedy znowu ruszą. Ta spółka obsługuje połączenia osobowe, m.in. na trasach Toruń – Bydgoszcz i Toruń – Inowrocław – Gniezno. Protest poparł marszałek województwa – Piotr Całbecki.
Według marszałka, sprawa ma drugie dno. Chodzi o Kluczyki. W zakładzie w toruńskiej dzielnicy Kluczyki pociągi są naprawiane i przygotowywane do ruchu. Pracuje tam dziś ok. 80 osób. Po zwolnieniach ma ich zostać tylko 23. Związkowcy twierdzą, że przy takim stanie zatrudnienia zakład nie będzie mógł realizować zleceń.
– To są hale, które mają możliwości obsługi taboru nawet w całej północnej Polsce. Widać komuś to przeszkadza – powiedział Leszek Miętek, prezydent Związku Zawodowego Maszynistów.
Źródło: wyborcza.biz




























