Nieistniejący istniejący problem wypadków na polskich drogach

0
216

Od stycznia do maja 2013 odnotowano w Polsce 11 585 wypadków drogowych. Jest wiele sposobów na to, by uniknąć wypadków na drogach, które wciąż stanowią ogromny problem. Wiele się o tym mówi, zwłaszcza przed wyborami lub gdy dywaguje się na sposobami łatania dziury budżetowej. Wszelkie działania są doraźne i mają na celu uderzyć w kieszenie kierowców. Nie wpływa to jednak ani na stan dróg w kraju, ani nie zmienia mentalności użytkowników pojazdów.

Wypadki drogowe są jedną z głównych przyczyn śmierci związanej pośrednio lub bezpośrednio z pracą zawodową. Z danych Instytutu Keralla Research wynika, że głównymi użytkownikami dróg w Polsce są kierowcy samochodów służbowych.

Instytut przeprowadził ankietę wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, których zadaniem było określić, co może wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa kierowców. Zdecydowanie na pierwszym miejscu znalazł się lepszy stan dróg. Wśród wielu odpowiedzi, które respondenci mogli zaznaczyć, ta uzyskała 85,5%. Według  raportu NIK z 2009 roku, stan techniczny dróg jest jedną z głównych przyczyny wysokiego poziomu wypadkowości na drogach: pęknięcia nawierzchni na 13,3% dróg, 25% obiektów mostowych w złym stanie, 11,2% dróg ma nierówną nawierzchnię, koleiny na 23,75%  dróg, złe właściwości przeciwpoślizgowe na 21,9% dróg.

Co ciekawe, na drugim miejscu znalazło się przestrzeganie przepisów drogowych (61%), a na trzecim szkolenia kierowców (27,1%). Jazda samochodem nie jest zajęciem pasywnym.  Kierowca musi zwracać uwagę na mnóstwo czynników zewnętrznych w czasie jazdy, tj. piesi, światła, znaki drogowe, pasażerowie, stan dróg, roboty drogowe, inne samochody, telefony komórkowe, reklamy świetlne, etc.

Kluczowe jest również właściwe przygotowanie kierowców oraz zwiększenie poczucia odpowiedzialności „za kółkiem” . Nie osiągnie się tego przy pomocy wyższych mandatów czy fotoradarów, które uzyskały według danych ankiety kolejno 11,7% oraz 6,1%. W porównaniu z krajami Unii Europejskiej, ilość fotoradarów w Polsce nie jest wysoka. Wątpliwości raczej budzi ich umiejscowienie. Zamiast inwestować w puste pudełka, należałoby przeprowadzić kampanię społeczną. Praktyka ta od wielu lat jest stosowana w Wielkiej Brytanii i dotyczy jazdy pod wpływem narkotyków oraz alkoholu, niezapinania pasów, nadmiernej prędkości, etc. Niektóre z tych reklam są drastyczne i wręcz brutalne, ale zapadają w pamięć i zmuszają do refleksji.

Należałoby także zmienić formułę kursów na prawo jazdy i egzaminów, które mają na celu „oblewanie” jak największej liczby egzaminowanych, a nie przygotowanie przyszłych kierowców. Młodzi kierowcy, którzy nie są odpowiednio wyszkoleni do uczestniczenia w ruchy drogowym odpowiadają za 30% wszystkich wypadków.

Unia Europejska uchwaliła budżet, dlatego pewne jest, iż Polska otrzyma ponad 100 mln euro. Część pójdzie na infrastrukturę, dlatego jest nadzieja, że stan dróg w Polsce się poprawi. Wciąż pozostaje jednak problem złego oznakowania oraz niskiego poziomu edukacji. W przeciwieństwie do przepisów, mentalność zmienia się latami. Jest to ciężka i żmudna praca. Może jednak czas najwyższy zacząć myśleć perspektywicznie i długofalowo, przestać traktować stan dróg czy wypadkowość jako temat zastępczy i zrobić z tym porządek. W końcu to częściowe miejsce pracy większości społeczeństwa, a jako takie –  powinno gwarantować bezpieczeństwo.

Autor: Maria Jesiołowska

BRAK KOMENTARZY