W sobotę, w siedzibie polskiego przewoźnika w licytacji 67 walizek uczestniczyło ok. 100 osób. Średnio za każdą z walizek płacono 300 – 400 zł, niektórzy licytowali po dwie. Jeden z uczestników wylicytował nawet sześć sztuk. Warunkiem uczestnictwa był bilet za 10 złotych.
Tuż przed licytacją uczestnicy mogli obejrzeć walizki. Swoją decyzję o wyborze konkretnej podejmowali jedynie na podstawie jej wyglądu; nie mogli jej ani dotknąć, ani sprawdzić wagi.
Cena wywoławcza walizki zaczynała się od 10 zł. Pierwsza walizka została wylicytowana za 200 zł. Potem były już wyższe kwoty. Jedna z walizek została wylicytowana za 600 zł.
W walizkach znaleziono m.in. laptopa, telefon komórkowy, odtwarzacz do filmów, biżuterię, a przede wszystkim ubrania.
Jak powiedziała rzeczniczka PLL LOT Barbara Pijanowska-Kuras wszystkie bagaże przed licytacją zostały sprawdzone przez odpowiednie służby. – Nie ma w nich alkoholu, artykułów spożywczych, ani żadnych nielegalnych przedmiotów – tłumaczyła przed licytacją.
To pierwsza tego typu aukcja organizowana przez PLL LOT. Na licytację zostały wystawione bagaże, po które przez ponad dwa lata nie zgłosił się właściciel. Były to zarówno bagaże podręczne oraz inne przedmioty pozostawione przez pasażerów na pokładach samolotów. – W magazynach LOT-u takie bagaże zajmują powierzchnię około 160 metrów sześciennych i ważą w sumie ok. 1,5 tony. To z nich zostały wyselekcjonowane walizki na dzisiejszą aukcję – powiedziała rzeczniczka spółki. Dodała, że pieniądze z aukcji zostaną przeznaczone na koszty przechowywania bagażów, a część przedmiotów, zwłaszcza sprzęt dla dzieci lub dla osób niepełnosprawnych zostanie przekazana na cele charytatywne. Na sobotniej licytacji spółka zarobiła ok. 23 tys. Przewoźnik nie wyklucza kolejnych aukcji.
Źródło: PAP




























