Mimo że rozmowy pozostają tajne, agencja Reutera ujawniła, że UE proponuje całkowite zniesienie ceł aż na 96 proc. towarów sprowadzanych z USA. Kolejne 3 proc. produktów, w tym wyroby spożywcze i samochody, również miałoby zostać objętych wolnym handlem, ale po trwającym od trzech do siedmiu lat okresie przejściowym. Cła zostałyby utrzymane tylko w wymianie najbardziej wrażliwymi towarami, jak wołowina, wieprzowina i drób.
Eksperci nie mają wątpliwości: w razie utworzenia TTIP to gospodarczemu modelowi Zachodu, a nie Chin podporządkuje się reszta świata.
Porozumienie wykracza poza handel. Ma wprowadzić jednolite normy towarów w USA i Unii, a także otworzyć rynki zamówień publicznych i usług.
Jeśli się uda, hiszpańskie czy polskie firmy walczące o dostęp do wartych ok. 2 bln dolarów rocznie przetargów w Ameryce byłyby traktowane jak rodzimi przedsiębiorcy.
Niezwykle atrakcyjna oferta Unii ma pomóc Barackowi Obamie przełamać protekcjonistyczne naciski w Kongresie i sfinalizować przed końcem kadencji w 2016 roku projekt, który rozstrzygnie, kto będzie dyktował warunki międzynarodowej współpracy gospodarczej: Zachód czy Chiny.
Źródło: Rzeczpospolita.pl






























