Przypominającym miny przeciwpiechotne – sensory, wysyłają informacje odbierane przez kierowców za pomocą smartfonów. Każde z urządzeń, zatopione w asfalcie i wyposażone w baterię, która ma wytrzymać siedem lat, rejestruje czy nad nim parkuje samochód, czy nie.
W Westminsterze jest ok. 10 tys. miejsc parkingowych. Jeśli sensory zaczną spełniać swoją funkcję na dużą skalę, zostaną zainstalowane we wszystkich miejscach. Koszt inwestycji to ok. 650 tys. funtów, ale korzyści jakich spodziewają się lokalne władze jest wiele. Poza ograniczeniem ruchu i emisji spalin zyskać mają lokalni przedsiębiorcy, bo mieszkańcy czas poświęcony na szukanie miejsca parkingowego spędzą w sklepach. Krytycy twierdzą, że aplikacja umożliwi też władzom szybką identyfikację tych pojazdów, które przekroczyły czas parkowania, pozwoli też łatwiej zlokalizować uczęszczane miejsca, co w efekcie doprowadzi do wzrostu opłat za parkowanie. Fitsall zaznacza jednak, że nie jest to celem instalowania sensorów.
Londyn nie jest pierwszy. Pilotażowy program z pięćdziesięcioma sensorami przeprowadziło w zeszłym roku San Francisco. W grudniu zostały zdemontowane i czekają na ocenę skuteczności. Różne technologie „smart parking” opracowuje kilka firm w USA i we Francji. W Wielkiej Brytanii nad wprowadzeniem systemu zastanawiają się niektóre dzielnice Manchesteru i Birmingham.
Źródło: Rynek infrastruktury






























