Unia będzie wymagać surowszego sprawdzania ładunków trafiających samolotami do 28 krajów bloku. Dodatkowych inspekcji nie wymaga od niewielu krajów spoza regionu, m.in. od USA i Japonii, których procedury budzą zaufanie.
Unijne instancje odpowiedzialne za bezpieczeństwo transportu powietrznego debatowały od miesięcy nad przyznaniem Rosji podobnego preferencyjnego statusu, wyglądało już na początku roku na to, że Rosja trafi na „zieloną listę” krajów zaufanych. Propozycja spotkała się z małym oporem, bo Rosja przeszła inspekcje bezpieczeństwa zgodne ze światowymi normami ustalonymi przez ICAO. Unijne urzędy odroczyły jednak decyzję w maju po zaanektowaniu Krymu przez Rosję, a Unia wprowadziła sankcje.
Teraz wygląda na to, że Europejczycy obrali odwrotny kierunek i żądają dodatkowych inspekcji frachtu lotniczego na terenie Rosji. Rosja sprzeciwiła się temu i zagroziła retorsjami. W grę wchodzi wymiana handlowa za ponad 12 mld euro – według danych Eurostatu. – Nie chodzi o zastopowanie handlu, ale o zwiększenie bezpieczeństwa – stwierdził urzędnik Unii związany z rozmowami.
Od lipca przewoźnicy cargo muszą mieć zaświadczenia bezpieczeństwa stwierdzające, że wszystkie ładunki zostały fizycznie sprawdzone zgodnie z unijnymi normami. Pieczątki muszą pochodzić od ekspertów zatwierdzonych przez władze UE.
Jeśli dany kraj nie spełni unijnych norm, to jego przewoźnik może wozić fracht przez ograniczony okres, o ile rządy krajów UE zaakceptują środki bezpieczeństwa tego przewoźnika. Tak więc Rosja będzie mogła dalej organizować loty cargo, jeśli nie porozumie się z Unią przed 1 lipca.
Unia zaostrzyła przepisy o kontroli w 2011 r. po udaremnionej rok wcześniej próbie wysłania z Jemenu do USA bomb ukrytych we wkładach do drukarek. Przechwycono je na lotniskach w Dubaju i W.Brytanii.
Źródło : Rzeczpospolita.pl






























