Jednoosobowy pojazd na dwóch dużych i dwóch małych kółkach, którym jeździ się w pozycji wyprostowanej, a napędza się go ruchem ramion trzymających dźwignie. W przeciwieństwie do wyposażonego w silnik segwaya, torqway jest napędzany jedynie mechanicznie, bez wykorzystania prądu. Pojazdem steruje się za pomocą stóp. Pierwsza przejażdżka torqwayem może sprawiać pewne trudności, ale szybko każdy powinien nauczyć się obsługi.
– Mechanizm napędowy polega na tym, że ruch wahadłowy dźwigni zostaje zamieniony na ruch obrotowy osi koła. Bez względu na to, czy dźwignię pchamy, czy ciągniemy, koło kręci się do przodu. Nie ma ruchu jałowego – opowiada Beata Paszke-Sobolewska ze spółki Torqway, która zamierza produkować takie pojazdy. Pierwsza seryjna partia powinna pojawić się na rynku w pierwszym kwartale 2015 r.
Świat zobaczył torqwaya po raz pierwszy w kwietniu br. na 42. Międzynarodowych Targach Wynalazców w Genewie. Przyjechało na nie 790 konstruktorów z kilkudziesięciu krajów, pokazali łącznie tysiąc wynalazków. Targi odwiedziło ponad 60 tys. gości.
Toruńska firma mogła zaprezentować swój pomysł w Szwajcarii dzięki pomocy Stowarzyszenia Polskich Wynalazców i Racjonalizatorów.
– Był hitem. Przez pięć dni targów przed naszym stoiskiem cały czas stała kolejka, każdy chciał pojeździć. Niektórzy schodzili z torqwaya i ze zdziwieniem pytali „gdzie jest silnik?” albo „gdzie jest bateria?”. Tłumaczyliśmy, że pojazd nie potrzebuje napędu elektrycznego – wspomina prezes firmy.
Wkrótce pojazd ma trafić na rynek. Pierwsza seria to jedynie 100 sztuk. Firma chce najpierw rozreklamować produkt w środowisku sportowym w Polsce. Ma też potencjalnych klientów, którzy wynalazek wypatrzyli na targach. Sprzedaż torqwaya w Stanach Zjednoczonych rozważa tamtejszy sklep telewizyjny. Zainteresowani są też Japończycy i dystrybutor akcesoriów samochodowych z Tajwanu.
Źródło: Gazeta Wyborcza




























