Ponownie powołana do życia w tym tygodniu nowa wersja People Express, w pewien sposób kultowych linii lat 1980., zaczęła sprzedaż biletów po raz pierwszy od ponad 20 lat na loty na trasach opuszczonych przez duże linie lotnicze. Na początku lat 1980. przewoźnik rozkwitał dzięki wyjątkowo tanim biletom. Ale do 1987 roku zadłużenie, wybujała ekspansja i reputacja „dręczyciela ludzi” zamieniła linie lotnicze w jednego z najsławetniejszych w branży bankruta.
To dzięki tanim biletom oferowanym na krótkich, niskonakładowych trasach zaniedbanych przez duże linie lotnicze, takie jak z Newark (siedziba linii lotniczych) do Buffalo, Columbus, Sarasota i Norfolk, People Express odnosił przez jakiś czas sukcesy. Szybko jednak przepełnione samoloty zrodziły arogancję i People Express rozszerzyły działalność na rynki, gdzie konkurowały – i przegrały – z przewoźnikami tradycyjnymi, między innymi na trasie Newark-Londyn Gatwick, gdzie bilet w jedną stronę kosztował 149 dolarów. Zaszkodził też przewoźnikowi brak skomputeryzowanego systemy rezerwacji; pasażerowie rezerwowali bilety telefonicznie, a później – i to nie żart – płacili za nie na pokładzie, jakby to był autobus. Nic dziwnego, że nadrezerwacja sięgała 200 procent. W 1987 roku, złamany przez dług i pychę, przewoźnik wtopił się w Continental i słuch o nim zaginął.
Obecnie linie lotnicze będą obsługiwały trasy zaniedbane przez innych przewoźników, takie jak Pittsburgh-Newport News/Williamsburg. Sukces będzie zależał od tego, czy ludzie będą chcieli i będą musieli latać na tych trasach. Jeśli nie, PeoplExpress nie pożyje dłużej niż jego niefortunny poprzednik.
Źródło : Biznes.pl






























