Prawie wszystkie kraje położone nad Bałtykiem mają lub wkrótce będą mieć własne terminale gazowe. Powód jest dość prozaiczny, chęć zabezpieczenia się przed ewentualnym brakiem dostaw gazu ze strony Rosji.
Kto zatem buduje terminale? Największym jest polski terminal w Świnoujściu. Na początku będzie miał on 5 mld m3 zdolności przeładunkowych. Po wybudowaniu trzeciego zbiornika nawet 7,5 mld m3. W praktyce terminal ten może stać się w przyszłości ważnym miejscem przeładunku skroplonego gazu z wielkich na małe jednostki pływające. Świnoujście ma ruszyć w przyszłym roku. Na początku będzie mógł pokryć około 33 proc. zapotrzebowania na gaz, a po rozbudowie nawet połowę.
Swój terminal kończą także Litwini. Ma on ruszyć na przełomie obecnego i przyszłego roku. Jego zdolność przeładunkowa to około 0,5 mld m3 gazu. Zaspokoi to więc około 25 proc. litewskiego zapotrzebowania na gaz.
Inną taktykę obrała Finlandia. Zamiast jednego dużego terminala powstaną tam aż trzy obiekty. Lokalizacje to Turku, Porvoo i Inkoo. Terminale będą mogły przyjąć nie więcej niż 0,5 mld m3gazu każdy. Decyzja
o rozproszeniu terminali, zamiast budowy jednego, ale tańszego to efekt rachunku ekonomicznego. Bardziej opłaca się wybudować kilka droższych w sumie obiektów niż jeden. Ze względów na małą gęstość zaludnienia, droga byłaby bowiem budowa sieci przesyłowej. Lepiej wiec zlokalizować małe terminale
w pobliżu odbiorców.
O własnych terminalach gazowych myślą także dwie pozostałe byłe nadbałtyckie republiki ZSRR. Łotwa chciałaby swój obiekt ulokować w Rydze, a Estonia w pobliżu Tallinna. O kolejnych inwestycjach myślą również Szwedzi.
Źródło: portalmorski.pl






























